Czy zamiast inflacji przyjdzie deflacja – perspektywa kredytobiorcy

Większość mediów głównego nurtu zwiastuje inflację uruchomioną przez ogromny dodruk pieniądza zarządzany w bankowości detalicznej. Pojawia się pytanie, czy prognoza inflacji to prognoza prawidłowa, a może tak naprawdę gospodarkę czeka deflacja, a zadłużenie krótkoterminowe, konsumpcyjne okaże się najlepszą inwestycją na trudne czasy, a nawet pozwoli wykorzystać ideę bardzo taniego pieniądza we wzmocnieniu własnych interesów? Jak podejść realnie do problemu i czy groźba inflacji to groźba faktyczna, a nie tylko typowa zagrywka mediana na wywołanie paniki?

Jak zrozumieć gospodarkę bazującą na pustym pieniądzu i praktykach zadłużeniowych?

Banki centralne wpuszczają na rynek pieniądz o różnym standardzie jakościowym. Jeden zasila deficyty gospodarek narodowych, rozprowadza się po urzędach, inwestycjach infrastrukturalnych, a siłą rzeczy dochodzi do zwykłych obywateli – konsumentów i wywołuje inflację. Banki centralne posługują się również pieniądzem „zerowym” skupującym aktywa spółek, obligacje, waluty, a nawet wyprowadzający ogromne korporacje z problemów ekonomicznych. Taki pieniądz nie wywołuje do końca inflacji, ale raczej zmienia strukturę własności na dominację banku centralnego. Gdyby kredytobiorca miał dostęp do zerowego kredytu gotówkowego po prostu wziąłby go bez sentymentów, bo to opłacalne i umożliwia podjęcie decyzji zakupowych bez potrzeby oszczędzania, które w okresie niskich stóp procentowych po prostu się nie opłaca. Banki centralne oraz rządy muszą utrzymać za wszelką cenę zaufanie do „papieru”, bo wywołają tym samym absolutną degenerację ekonomiczną. Pieniądz bazuje na zaufaniu instytucjonalnym. Na tym, że człowiek otrzyma daną wartość przy wymianie gospodarczej. Stąd ogromna popularność kredytów gotówkowych nawet w czasach kryzysu gospodarczego. Niektórzy ludzie już widzą, że nie opłaca się oszczędzać, utrzymanie wysokich dochodów jest utrudnione, a niskie stopy procentowe funkcjonują i obniżają koszty zadłużenia.

Kreacja pustego pieniądza i teoria deflacji, która zamieni się w inflację

Banki centralne kreują walutę M0 i M1, natomiast banki komercyjne dodają do tego kreację M3. Dzieje się to przez system rezerwy i przed wypłacanie kredytów gotówkowych i innych rodzajów zobowiązań. Pieniądz tworzy się po prostu przez koszty po stronie kredytobiorcy. To kredytobiorca musi zarobić, zwiększyć produktywność. Teoria deflacji zamiast inflacji bazuje częściowo na zasadzie zaufania do waluty rezerwowej, a taka waluta do dolar. To najczęściej używany pieniądz w rozliczeniach międzynarodowych. W kryzysach rynek skupia się na walutach dominujących i zgłasza popyt na bezpieczeństwo. Z drugiej strony społeczeństwo boi się wydawać, bo kryzys gospodarczy. Brak cyrkulacji pieniądza w gospodarce oznacza deflację, a nie inflację.

Inflacja korzystna dla spłaty długu publicznego, ale nie dla społeczeństwa

Inflacja oczywiście wystąpi, bo magazyn pustego pieniądza został wykreowany, natomiast w nieco dłuższym terminie. Inflacja spłaca dług publiczny kreowany na bieżąco i jednocześnie prowadzi do dalszego zubożenia społeczeństwa. Co robić w takich warunkach? Najlepiej dążyć do dużego zadłużenia gospodarstwa domowego, praktycznie na granicy zdolności kredytowej i zapomnieć o oszczędnościach. Kredyt gotówkowy najlepiej wziąć szybko i spłacić szybko, nawet kolejnym zadłużeniem w trudnych czasach ekonomicznych. Banki w procesie kreacji pieniądza nie tworzą wartości, robi to kredytobiorca, dlatego należy ostrożnie zarządzać zadłużeniem, żeby nie stracić motywacji do zarabiania, świadczenia usług w kryzysowej gospodarce.